Sycylia to mój drugi dom i zdecydowanie moje ulubione miejsce na ziemi. Dzisiaj chcę Wam opowiedzieć o tym, za co kocham Sycylię, co mnie na tej wyspie fascynuje i co sprawia, że tak bardzo za nią tęsknię. Tym samym zapraszam na cały cykl artykułów “Oblicza Sycylii”, w których dzielę się moim wspomnieniami i przemyśleniami na temat tej włoskiej wyspy. Do tej pory mogliście przeczytać o tym, czym zaskoczyła mnie Sycylia i jakie stereotypy na temat Sycylii warto obalić. W kolejnych częściach opowiem Wam o tym, co mnie wkurza na Sycylii i czego nauczyło mnie mieszkanie na wyspie. A tymczasem dzisiaj o tym, za co kocham Sycylię. Zapraszam! 

 

 

Za co kocham Sycylię?

1. Sycylijczycy

Nie mogę zacząć inaczej, bo Sycylia to Sycylijczycy, a Sycylijczycy to Sycylia. Na to, jacy są Sycylijczycy duży wpływ miała i nadal ma sama wyspa, jej klimat, ukształtowanie i (co tu dużo mówić) niezbyt łatwa historia.

Kilka lat temu, pisząc zaproszenie na moje slajdowisko o Sycylii napisałam o Sycylijczykach właśnie tak:

Z początku nieufni, zaproszą pod swój dach, nakarmią najlepszymi, a zarazem najprostszymi daniami, opowiedzą rodzinne historie, a na koniec dadzą ci klucze do domu i oddadzą swoje serce. 

I taka jest prawda. Na początku znajomości Sycylijczycy są trochę nieufni i zdystansowani, ale kiedy już kogoś polubią to traktują go jak swojego najlepszego przyjaciela czy członka rodziny.

Moje pierwsze zderzenie z Sycylijczykami miało miejsce podczas Erasmusa w 2012 roku. Leciałam tam wtedy (na szczęście nie sama, bo z przyjaciółką) kompletnie zielona w kwestii Sycylii i jej mieszkańców. Wiedziałam jedynie, że są oni dużo bardziej otwarci i bezpośredni niż Włosi z północy. Przez pierwszy tydzień mieszkałyśmy u totalnie przypadkowych ludzi poznanych na portalu Couchsurfing (swoją drogą – wszyscy okazali się bardzo życzliwymi, kochanymi i pomocnymi osobami). Jedną z tych osób był chłopak o imieniu Walter, który na kilka dni oddał nam do dyspozycji jeden z pokoi w wynajmowanym przez niego mieszkaniu (bo i tak jego przyjaciel miał wrócić do Katanii pod koniec miesiąca, więc po co pokój ma stać pusty skoro możemy w nim spać). Walter pokazał nam Katanię, oprowadzał po mieście i rekomendował co lepsze bary i restauracje, gotował dla nas sycylijskie pyszności, pomagał szukać mieszkania i jeździł z nami na umawiane spotkania w sprawie mieszkań (żeby nikt nas przypadkiem nie oszukał). Po tygodniu znałyśmy już wszystkich jego przyjaciół i oficjalnie stałyśmy się częścią paczki jego znajomych. Od tej pory zapraszaliśmy się nawzajem na obiady, kolacje czy zwykłe espresso w ciągu dnia. Spędzaliśmy razem weekendy, jeździliśmy na imprezy, a nawet spędziłyśmy drugi dzień Bożego Narodzenia z całą jego rodziną. 

Tak, Sycylijczycy są niesamowicie otwarci, życzliwi i przyjaźni. To naród, którego nie sposób nie polubić. Wiecznie uśmiechnięci, pozytywnie nastawieni do życia i gadatliwi. To nic dziwnego, że nieznajomy Sycylijczyk zagada do Ciebie na targu czy w supermarkecie. Zapyta, jak się czujesz, jak mija ci dzień, skomplementuje, a na odchodne życzy miłego dnia, buona giornata! Kocham Sycylijczyków za tę ich bezpośredniość i otwartość na drugiego człowieka. W Polsce bardzo mi tego brakuje.

Wracając do takiej zwykłej, ludzkiej życzliwości – pamiętam jak pewnego dnia podczas robienia zakupów w pobliskim supermarkecie stałam w ogromnie długiej kolejce do kasy. Nie miałam koszyka, a wszystkie zakupy trzymałam w ręku. Przede mną stała starsza pani, która co chwilę się odwracała. W pewnym momencie odwróciła się i mówi mi, żebym przeszła przed nią. Zaczęłam się wzbraniać, bo, co jak co, ale nigdzie mi się nie spieszyło, a sycylijski luz miałam już wtedy wpisany w DNA. Starsza pani nalegała, aż w końcu powiedziała, że jej się nigdzie nie spieszy i postoi te parę minut dłużej w kolejce, a ja jestem młoda i powinnam korzystać życia, a nie stać w kolejkach. Za każdym razem, gdy przypominam sobie tę historię uśmiecham się pod nosem i robi mi się ciepło na sercu.

Sycylijczycy są też bardzo pomocni. Chętnie pomogą w potrzebie, nawet jeśli ta pomoc będzie się wiązała ze zmianą ich własnych planów. A jeśli akurat nie będą w stanie pomóc to zrobią wszystko, żeby znaleźć kogoś, kto pomoże. Pierwszego dnia w Katanii srogo zabłądziłyśmy. Musiałyśmy trafić na jakiś plac, na którym miałyśmy się spotkać ze wspomnianym wcześniej Walterem. Żeby nie wykorzystać całego internetu z telefonu stwierdziłyśmy, że skorzystamy z najbliższej kafejki internetowej (tak, na Sycylii takie miejsca są nadal popularne). Dotarłyśmy na jakiś plac, który jak się później okazało był naszym miejscem docelowym. Z daleka było widać, że nie jesteśmy tutejsze – dwie dziewczyny, białe jak mozzarella, stoją z ogromnymi walizkami i rozglądają się dookoła. Trzeba było im pomóc! Nie minęło 5 minut jak podszedł do nas starszy pan, który bacznie obserwował nas z ławeczki. Najpierw spytał, czego szukamy, później pokazał pobliską kafejkę, a na końcu, gdy dowiedział się, że jesteśmy z Polski, zasypał nas swoimi opowieściami związanymi z Polską, Krakowem i jakimś Polakiem, którego poznał w Niemczech podczas wojny i który podarował mu ciepłe rękawiczki podczas srogiej zimy.

Za co jeszcze uwielbiam Sycylijczyków? Sycylijczycy, podobnie jak my Polacy, są bardzo, ale to bardzo gościnni. Jeśli zapraszają kogoś do swojego domu to robią wszystko, żeby ugościć go najlepiej jak potrafią. Zaproszenie na kolację w sycylijskim domu bardzo często jest równoznaczne z ogromną ucztą. Na stole lądują wtedy specjały pani domu – wyśmienite, ale proste przystawki, makarony, ryby i najlepsze (sycylijskie) wino – a biesiada trwa dobrych kilka godzin.

Sycylijczycy potrafią być też bardzo temperamentni. Mówią podniesionym głosem (niektórym może się wydawać, że krzyczą), cały czas przy tym gestykulując. Uwielbiam obserwować rozmawiających ze sobą Sycylijczyków. Ich mimika, gesty czy język ciała potrafią przekazać więcej niż słowa. A jak kłócą się Sycylijczycy? Głośno i krótko, ale za to bardzo intensywnie. A po skończonej kłótni, kiedy wszystko sobie wygarnęli, idą razem na kawę.

Do tego wszystkiego Sycylijczycy są zakochani w swojej wyspie i są bardzo dumni ze swojego pochodzenia. Przeciętny Sycylijczyk uważa, że urodził się w najlepszym miejscu na ziemi, w którym nie trzeba nic zmieniać ani poprawiać, bo przecież jest idealne. Kuchnia sycylijska jest najlepsza na świecie, a sami mieszkańcy wyspy? Jak to powiedział książę Salina w “Leopardzie”, Sycylijczycy nigdy nie będą chcieli się zmienić, bo uważają, że są doskonali. Coś w tym jest.

Sycylijczycy są też bardzo honorowi. Jeśli traktują Cię jak przyjaciela lub członka rodziny, dadzą Ci wszystko. Ale jeśli chociaż raz zawiedziesz ich zaufanie, możesz zapomnieć o tej przyjaźni.

 

Mam ogrom miłych wspomnień związanych z Sycylijczykami. Kocham tych ludzi za to jacy są. Za ich życzliwość, dobro, szczerość, poczucie humoru i otwarte serce. No bo powiedzcie sami – jak można ich nie kochać?

 

2. Podejście do życia

Sycylijskie podejście do życia to coś, czego warto się nauczyć i od czasu do czasu stosować. Sycylijczycy są ogromnymi optymistami. W każdej sytuacji potrafią znaleźć coś pozytywnego. Niekończący się luz i lekkie podejście do życia sprawiają, że Sycylijczyk nigdzie się nie spieszy. No chyba, że do baru na kawę.

Jedną z najważniejszych rzeczy w życiu Sycylijczyków są kontakty międzyludzkie. Rodzina i przyjaciele to główne wartości mieszkańców wyspy. Dlatego nie dziwi fakt, że Sycylijczycy non stop się z kimś spotykają – rano w barze na kawę z sąsiadami, w przerwie w pracy na kolejną kawę, obiad jedzą w towarzystwie, aperitivo w gronie znajomych, a wieczorny posiłek to okazja do długiego posiedzenia z rodziną i do rozmowy. Dlatego nie dziwi mnie już to, że obiady czy kolacje w mojej sycylijskiej rodzinie potrafią trwać dwie, trzy, a nawet i cztery godziny. Wspólny posiłek to okazja do spędzenia czasu razem, a to dla Sycylijczyków jest bardzo istotne.

To, co mi się ogromnie podoba to to, że Sycylijczycy na wszystko mają czas. Nigdzie się nie spieszą i zdają się niczym nie przejmować. A kiedy mają jakiś problem? Pomartwią się tym później, teraz szkoda na to czasu. Sycylijskie planowanie wygląda tak, że… nie istnieje. Życie toczy się tu i teraz, a większość rzeczy wychodzi raczej spontanicznie. Moje pierwsze powroty na Sycylię (powrotami nazywam wszystkie wyjazdy na Sycylię odkąd wróciłam z Erasmusa. Wracam na Sycylię, bo jest ona moim drugim domem) wyglądały tak, że miałam zaplanowany każdy dzień – co chcę robić, co chcę zobaczyć, zwiedzić, itp. Dzisiaj kiedy słyszę pytanie o moje plany odpowiadam: appoi si viri, później się zobaczy. Nauczyłam się tego od Sycylijczyków. Bo po co planować cały dzień skoro nie wiem, jak się on potoczy?

Czasem wydaje mi się, że jedyną rzeczą, którą planują Sycylijczycy jest jedzenie, posiłki, które będą spożywać w ciągu dnia. Bawi mnie to i jednocześnie wzrusza, że kiedy przyjeżdżamy w odwiedziny do rodziny to już podczas wspólnego śniadania planujemy, co będziemy jeść na obiad, na kolację i kolejnego dnia.

W Polsce bardzo brakuje mi również sycylijskiej spontaniczności. Na Sycylii nie trzeba umawiać się na kawę z miesięcznym wyprzedzeniem. Wystarczy szybki telefon, jedno pytanie “co robisz? masz ochotę na kawę za pół godziny, godzinę?” i sprawa załatwiona. Uwielbiam ten moment, kiedy jedziemy z Syrakuz do Katanii i już w czasie drogi dzwonimy do znajomych z pytaniem, gdzie są, co robią i czy mają ochotę spotkać się w naszym barze na godzinę. I gdy po tej godzinie widzimy się z większością na aperitivo (od lat w tym samym barze) to wiem, że jestem na Sycylii. Tutaj tak właśnie się żyje.

 

3. Kuchnia sycylijska

Kuchnia sycylijska to moja miłość! Większość dań to proste i szybkie przepisy bazujące na świeżych i sezonowych składnikach. Nie ma tu nic wymyślnego, bo kuchnia sycylijska jest prosta i wykorzystuje dary ziemi i morza. A jednak ta prostota sprawia, że każde danie jest niesamowicie smaczne, aromatyczne i intensywne w swoim smaku. 

Uwielbiam lokalne produkty, które zrodziła sycylijska ziemia. Czerwone pomarańcze, cytryny, bakłażany, pomidory z Pachino, pistacje z Bronte, cebulę z Giarratany, kapary, opuncję figową, migdały czy wino Nero d’Avola. Takich smaków jak na Sycylii nie spotkacie nigdzie indziej. 

Kocham jeść, dlatego też każdy powrót na Sycylię okraszony jest ogromną dawką pysznego jedzenia. Uwielbiam zacząć dzień od granity migdałowej (albo migdałowo-pistacjowej) z miękką bułeczką – brioszką, od rogalika z kremem pistacjowym lub od ravioli – słodkiej bułeczki z ricottą. Później przychodzi czas na kawę i drugie śniadanie w postaci cartocciaty lub arancino. W ciągu dnie nie może zabraknąć jakiegoś makaronu, ryby lub dań typowo domowych, które na Sycylii potrafi wykonać każda gospodyni, a których nie znajdziecie w żadnej restauracji. 

Koniecznie przeczytaj: Kuchnia sycylijska, czyli co trzeba zjeść będąc na Sycylii

 

4. Przyroda i krajobraz

Przyroda i krajobraz na Sycylii to coś niesamowitego. Połączenie gór i morza zachwyca mnie za każdym razem, gdy jestem na wyspie. Weźmy na przykład taką niespecjalnie piękną plażę w Katanii – przed nami widok na morze, a za nami Etna, czyli najwyższy aktywny wulkan w Europie. Ten widok może zachwycić. 

Oprócz widoku na Etnę, sycylijskiej roślinności (palm i rosnących wszędzie krzaków opuncji figowej) czy pięknych rezerwatów przyrody, uwielbiam też surowe i pagórkowate wnętrze wyspy. Te spalone od słońca połacie ziemi i górzyste krajobrazy za każdym razem sprawiają, że zaczynam się zastanawiać, jak wyglądało życie na Sycylii kilka, kilkanaście wieków temu. 

Za co kocham Sycylię - Etna.

Za co kocham Sycylię.

 

5. Morze, plaże i 50 odcieni niebieskiego

Sycylijskie morze i tutejsze plaże należą do jednych z najpiękniejszych w Europie. Nic dziwnego! Woda jest tutaj krystaliczna, a morze oferuje całą paletę odcieni niebieskiego – od morskiego przez turkus, błękit aż do kobaltowego i ciemnego-niebieskiego. To jest jeden z tych widoków na Sycylii (oprócz Etny i arancino w ręce), które cieszą mnie najbardziej. Popatrzcie sami, czy tam nie jest pięknie? 

Sycylia - Arenella.Arenella

Za co kocham Sycylię - Syrakuzy. Syrakuzy

Za co kocham Sycylię - Vulcano. Vulcano

 

6. Dialekt sycylijski 

Na Sycylii mówi się w dialekcie sycylijskim. Oczywiście po włosku też, ale to dialekt sycylijski jest pierwszym “językiem”, który nabywają Sycylijczycy. Sicilianu jest jednym z włoskich dialektów, ale niektórzy językoznawcy twierdzą, że powinien być uznany za pełnoprawny język.

Sam dialekt sycylijski sam podzielony na wiele poddialektów, które różnią się od siebie, w zależności od miasta, prowincji czy położenia geograficznego. Dialekt sycylijski można usłyszeć na Sycylii wszędzie – w domach, w kawiarniach, w barach czy na targu. Uwielbiam słuchać jak Sycylijczycy rozmawiają ze sobą właśnie w dialekcie.

Jeśli chcecie posłuchać jak brzmi dialekt sycylijski, zobaczcie sobie poniższe video, w którym Massimo Spata, komik i aktor kabaretowy, pokazuje różnice w dialekcie z Palermo i Katanii. Jak Wam się podoba?

 

Zobacz także: 

Oblicza Sycylii: Czym zaskoczyła mnie Sycylia?