Cześć!

Nazywam się Kinga Gajewska, a to jest mój blog kingagajatravels.pl. Z wykształcenia jestem filologiem i tłumaczem języka włoskiego, masażystką i kosmetyczką. W dzieciństwie chciałam zostać… strażakiem, później miałam być wiolonczelistką, wyszło jednak trochę inaczej. Konserwatorium zamieniłam na UJ, a nuty na “Boską Komedię” Dantego. Nie wyobrażam sobie dnia bez kawy. Kocham jeść, a kluczem do mojego serca jest jedno magiczne słowo na pięć liter, zaczynające się na “p” (czy ktoś mówił “pizza”?). Jestem niepoprawnym molem książkowym oraz fanką filmów Giuseppe Tornatore. Godzinami mogę mówić, opowiadać i dyskutować o Sycylii, która jest moim miejsce na ziemi. 

 

 

Pasję i miłość do podróży zaszczepił we mnie mój Tato. Już od najmłodszych lat oglądałam jego zdjęcia z Tajlandii, Paryża czy Stanów i zastanawiałam się, jak wielki jest świat. Nie wiedziałam wtedy jeszcze, że za kilkanaście lat sama odkryję, jak wyglądają palmy, jak wysokie są amerykańskie drapacze chmur i czy francuskie ślimaki faktycznie są takie obrzydliwe, jak wszyscy mówią.

Jako dziecko odkrywałam z rodzicami piękno naszych polskich krajobrazów. Z nostalgią wspominam rodzinne pikniki w Tatrach czy podróże pociągiem do Krosna, który jeszcze wtedy był stolicą województwa krośnieńskiego.

Moją pierwszą zagraniczną podróżą był wyjazd na Słowację na „Zieloną Szkołę”. Z całej tej wycieczki najbardziej zapadł mi w pamięć Słowacki Raj, z którego nie mam niestety żadnej pamiątki w postaci zdjęcia. Wszystkie prześwietliły się w momencie wyciągania filmu z aparatu. No cóż, w latach 2000 technologia nie była tak zaawansowana jak dzisiaj.

W 2004 roku po raz pierwszy poleciałam do Stanów. Miałam wtedy 16 lat i mało wiedziałam o świecie. Wyjazd do USA otworzył mi oczy, umysł i serce. Wydobył ze mnie takie cechy jak empatia, szacunek czy tolerancja. Nauczył mnie odwagi i pewności siebie.

W 2009 roku miałam możliwość wyjazdu na miesięczny, zaawansowany kurs języka włoskiego do Rzymu. Nie zastanawiałam się zbyt długo. Załatwiłam wszystkie potrzebne formalności, kupiłam bilety i zaczęłam planować zwiedzanie Wiecznego Miasta. Tuż przed wyjazdem pojawiły się pewne problemy, których nie brałam pod uwagę, a mój wyjazd stanął pod znakiem zapytania. Z dnia na dzień zostałam w Rzymie bez mieszkania. Nie poddałam się jednak i z pomocą rodziny udało mi się znaleźć dach nad głową. Do dziś wspominam ten wyjazd z łezką w oku. Do południa uczyłam się włoskiego, a popołudniu zwiedzałam Rzym. Odkrywałam jego turystyczne miejsca oraz zwykłe dzielnice, w których toczy się normalne, codzienne, rzymskie życie. 

Od małego uwielbiałam oglądać mapy i marzyłam o dalekich krajach, ale to wtedy, podczas tego szalonego miesiąca w Rzymie, złapałam prawdziwego bakcyla do podróży. Od tamtego momentu każde zaoszczędzone pieniądze wydawałam na kolejną i kolejną podróż. Interesowały mnie nie tylko typowo turystyczne zabytki. Chciałam poznawać świat i różne kultury, smakować lokalnej kuchni, gubić się w mało uczęszczanych zaułkach i rozmawiać z tubylcami o ich zwyczajnym życiu w niezwyczajnych miejscach. 

 

W 2010 roku rozpoczęłam studia i zaczęłam udzielać się w organizacji studenckiej ESN, dzięki której poznawałam ludzi z całego świata, organizowałam dla nich wycieczki czy imprezy w Krakowie. Do dziś uważam, że wolontariat w ESN był jedną z najlepszych decyzji mojego życia.

Wiele rzeczy i dużo przypadkowych sytuacji sprawiły, że w roku 2010 powoli i trochę nieśmiało zaczęłam podróżować po Europie.

 
1.Trani 2011 // 2. Moja ukochana Praga 2012

 

Moim najlepszym podróżniczo rokiem był zdecydowanie rok 2012. To wtedy odwiedziłam Berlin, Dublin, Irlandię Północną, Pragę, Neapol, Barcelonę, poleciałam na Ibizę, spaliłam się na Formenterze, a we wrześniu wyjechałam na Erasmusa na Sycylię i totalnie straciłam głowę dla tej włoskiej wyspy.


1. Formentera 2012 // 2. Barcelona 2012

 

Zakochałam się w Sycylii, w jej kuchni, mieszkańcach i w ich podejściu do życia. Półroczny pobyt na południu słonecznej Italii totalnie zmienił moje postrzeganie świata i podejście do życia. Zaczęłam cieszyć się z najmniejszych rzeczy, żyć na luzie i z uśmiechem na twarzy witać kolejny dzień. 


1. Kocham kuchnię sycylijską. Tu zajadam się cannolo. Sycylia 2013. // 2. Taormina 2012

 

W 2013 roku odbyłam pierwszą samotną podróż na Sardynię. Ten wyjazd nauczył mnie wielu ważnych rzeczy o mnie samej i pokazał, że dam sobie radę w każdej, nawet najtrudniejszej, sytuacji.


1. Kiedy jesteś sama w podróży i chcesz mieć jakieś zdjęcie. Sardynia 2013 // 2. W pracowni włoskiego rzeźbiarza Pinuccio Sciola. Sardynia 2013

 

Od 2014 roku podróżuję tak często, jak to tylko możliwe. Staram się przeznaczać na wyjazd każdą wolną chwilę i zaoszczędzone pieniądze. Pracując w korporacji stałam się mistrzynią w planowaniu częstych podróży, mając do wykorzystania tylko 26 dni urlopu. Jeśli chcesz przeczytać, jak to robiłam, zobacz artykuł Skąd ja mam na to pieniądze

 

W 2016 i 2017 roku podróżowałam po Stanach. Podczas tych wyjazdów odbyłam dwa road tripy – jeden z Chicago do Parku Narodowego Yellowstone, a drugi – z Chicago na zachodnie wybrzeże, odwiedzając najbardziej malownicze parki narodowe (Monument Valley, Kanion Antylopy, Bryce Canyon, Zion National Park, Wielki Kanion, Park Narodowy Sekwoi czy Dolinę Śmierci). Moimi kompanami tych podróży byli siostra i tato. Do dziś wspominamy te wyjazdy i przygody, których wtedy doświadczyliśmy.

 

Uważam, że podróże to najlepsza życiowa inwestycja. Uczą, kształcą i uwrażliwiają. Kocham podróżować i nie wyobrażam sobie, że mogłabym zaprzestać odkrywania świata. Lubię krótkie i intensywne city break’i, długie i powolne road tripy, zwiedzanie miast, spanie pod namiotem i odpoczywanie na łonie natury. Najczęściej podróżuję w parze chociaż niestraszne mi samotne wyjazdy. Uwielbiam latać, jeździć pociągiem i autokarem. Mając do wyboru góry i morze, zawsze wybiorę to drugie. 

 

Do tej pory odwiedziłam 4 kontynenty, zwiedziłam 18 krajów, zobaczyłam dziesiątki miast i doświadczyłam tysięcy emocji. Apetyt rośnie w miarę jedzenia, a ja wierzę, że najlepsze jest ciągle przede mną.